<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Kara Tur</title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl</link>
<description> Kara Tur</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=375#p375</link>
<guid isPermaLink="false">375@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Wilki ich napadły i w ten oto sposób wszyscy zginęli.]]></description>
<pubDate>Sobota 6 Lipiec</pubDate>
<comments>Sobota 6 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=374#p374</link>
<guid isPermaLink="false">374@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Następnego ranka drużyna obudziła się, o dziwo, wypoczęta. Chętni do dalszej podróży, zjedli posiłek, na który składało się kilka płatów wysuszonego już mięsa, kawałek pieczywa (zakupionego jeszcze w Haarting) oraz jadalne zioła, które zdołali znaleźć wokół nich. Zaraz po zakończeniu konsumpcji zabrali się do wymarszu dalej na północ. <br />Po godzinie dosyć nudnej, męczącej drogi wśród gęstych lasów, wyszli na oziębła, oszronioną polanę. Wtem Sarakiel powiedział:<br />- To tutaj, panowie. Gdzieś w tej okolicy musi znajdować się nasz cel. <br />- A więc łopaty w dłoń i do roboty! - zakrzyknął wesoło Gongard. <br /><br />***<br /><br />- Eh, to na nic! Za cholerę nie ma tu tej gównianej skrzynki! - jęczał Rekiu. <br />- Cicho, cicho! - uspokajał Sarakiel. - Na pewno coś przeoczyliśmy, jakiś minimalny fragment, który...<br />Przerwał zdumiony. Bez słowa rzucił się w kierunku kilku samotnie stojących drzew. Ku zdumieniu drużyny, która pobiegła zaraz za nim, ujrzeli dosyć szeroki dół prowadzący w głąb ziemi. Drow popatrzył przed siebie. <br />- Musi prowadzić pod tą górę. Pewnie skarb znajduje się w jednym z korytarzy. <br />- Nie wykluczam takiej opcji - odpowiedział Amras. <br />- No to co, ładować bagaże i jazda do dziury! - zawołał Belegund. <br /><br />*** <br /><br />Wchodząc do jaskini ujrzeli... No właśnie, w zasadzie nic nie ujrzeli. Gdy zapalili pochodnię, okazało się, że jest to tylko ślepy zaułek. <br />- Co do chuja pana?! - zaczął drzeć się Rekiu. <br />- Pewnie ktoś sprzątnął tą forsę wcześniej - zauważył Atram.<br />- Eee, no coś ty, skąd to wiesz? - zapytał ironicznie Gongard. <br />Sarakiel myślał gorączkowo. Wyglądało na to, że zostali wydymani. Próbował coś zrobić, niestety jednak ciężko było w tej chwili zachować zimną krew. Popatrzył na Kimmuriela - jego twarz zwrócona była ku sufitowi niewielkiego pomieszczenia, wyraźnie dostrzegł coś, czego zwykłemu elfowi zobaczyć się nie udało. Obserwując tajemnicze rysy jego twarzy miał pewność, że drow wpadł na trop skarbu, którego tak właśnie w tej chwili pragnęli. <br />- Uderz kilofem - powiedział oschle białowłosy.<br />- Odsuńcie się.<br />Wszyscy popatrzyli na Sarakiela wytrzeszczonymi oczami.<br />- Chyba cię posrało! Przecież to wszystko się na nas...<br />Nie czekając na jakąkolwiek reakcję towarzyszy, elf uderzył mocno w sufit. Co ciekawe, góra nie zawaliła się na nich, modlących się w tej chwili o zbawienie. Sarakiel ponownie potraktował ścianę narzędziem, ale tym razem, coś zaczęło spadać. Dzięki refleksowi udało mu się szybko odskoczyć od drewnianej, obitej miejscami srebrem skrzyni, która z łomotem uderzyła o podłogę. Helyanwe wyciągnął z kieszeni klucz i przyłożył do zamka - pasował idealnie. Po otworzeniu skrzyni, drużynie ukazało się niezwykle wiele kosztowności, to pięknie zdobionych pucharów, to zwykłych, pradawnych monet. W tym momencie jednak usłyszeli huk gdzieś za plecami...]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 15 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 15 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>&#34;Zemsta&#34; - wyprawa</title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=373#p373</link>
<guid isPermaLink="false">373@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dookoła mnie biel. Wszędzie gdzie tylko spojrzę dominuje biała barwa. Nie widać&nbsp; nic oprócz bieli. Nagle przede mną pojawiają się czarne drzwi przed którymi stał Nizon*. Uśmiechnął się on smutno i przekroczył próg. Usiłowałem go dogonić, ale oddalał się ode mnie. Nagle pochłonęła mnie całkowita ciemność, której towarzyszył wstrętny głos orka. Głos który słyszałem tylko raz a i tak zdążyłem go już znienawidzić.<br /><br />Obudziłem się<br /><br />Następnego dnia po śniadaniu zostałem wezwany do sali Wielkiego Mistrza. Darzyłem tego starca wielkim szacunkiem i zaufaniem, to dzięki niemu mogłem przejść przez próbę zakonu. Gdy przekroczyłem próg zauważyłem że w pomieszczeniu znajdują się trzy osoby. Był tam oczywiście Tiernan* który przywitał mnie uśmiechem. Jego najbardziej zaufany doradca Geruad, skinął mi tylko głową. Natomiast trzecią postać rozpoznałem od razu. To był Tsurugu, mój przybrany ojciec. Po przywitaniu, mina Wielkiego Mistrza zrzedła. Widać było że sprawa jest poważna<br />-Przykro mi że przerywam to miłe rodzinne spotkanie ale sprawa jest poważna i nie cierpiąca zwłoki - powiedział Tiernan- <br />-Słucham cię mistrzu <br />-Hmm.... a więc tak..... dokładnie&nbsp; dwa miesiące temu wysłaliśmy piątkę paladynów w góry pomiędzy Dantis a Hamad. Mieli za zadanie wynegocjować od dzikich orków wymianę jeńców. Jednak już w Caglar doszły ich słuchy o nerwowych poczynaniach mieszkańców gór. Pomimo grożącego im niebezpieczeństwa postanowili udać się w góry wykonać misję i przekonać się na własne oczy co się dzieje z orkami. Niestety nie udało im się to. Losy trójki z nich są nam nieznane. Co do pozostałych to jeden zginął w Caglar, gdzie ich z powrotem zawieziono, a drugi doznał całkowitego pomieszania zmysłów. Według tamtejszych paladynów jest to naprawdę potężna magia iluzji.<br />-Rozumiem. Na czym ma polegać moja misja<br />Tym razem odezwał się Geruad<br />-Przede wszystkim nie twoja ale wasza misja - powiedział wskazując na Tsurugu - WASZA misja polega na udaniu się do miasta Caglar gdzie przebywa obecnie chory paladyn. Wyleczenie go, a potem po rozeznaniu sytuacji usunięcie zagrożenia.<br />-Ekhem. Pierwsza część misji jest wykonalna. W końcu mój ojciec jest specjalistą od magii iluzji. Ale jak mamy pokonać coś co dało radę pięciu paladynom. - spytałem<br />-Kto powiedział że idziecie we dwóch - powiedział Tiernan - masz cały dzień od teraz na skompletowanie drużyny. Nie obchodzi mnie kto w niej będzie może być nawet drow. Liczy się sukces.<br />-Rozumiem. Jeśli więc pozwolisz udam się ku swoim obowiązkom<br /><br />Dwie Godziny Potem<br /><br />Stałem przed znaną karczmą &quot;pod małym czerwonym co rozpuszcza się w ustach&quot;. Właśnie zawiesiłem ogłoszenie na którym napisałem że szukam chętnych do wyprawy. I aby ewentualni poszukiwacze przygód zgłosili się do wyżej wymienionej karczmy o godzinie 22 po dalsze informacje.<br /><br />Nizon - nauczyciel Atrama zabity przez orka Kthrana<br />Tiernan - trzeci wielki mistrz zakonu paladynów]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 8 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 8 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=372#p372</link>
<guid isPermaLink="false">372@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Wtem drużyna zauważyła, że zniknął Sarakiel. <br />&quot;Kurwa, gdzie on jest?!&quot; spytał ktoś...<br />&quot;Wciągnął go las..&quot; - odrzekł Sam. <br />Poszli dalej, powietrze wibrowało... A oni po poszukiwaniach uznali, że Sarakiel zdezerterował. (Do szafy)]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 8 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 8 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=371#p371</link>
<guid isPermaLink="false">371@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-<em>Pójdę do przodem, kiedy wysunę się wystarczająco daleko skręcę w prawo, zrobię łuk i wyjdę za tym kimś... Zobaczymy, jeśli okaże się niebezpieczny to krzyknę, więc nasłuchujcie... </em>- powiedział Kim i tak też zrobił.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 8 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 8 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=370#p370</link>
<guid isPermaLink="false">370@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-Nie wiem nigdy nie zapuszczałem się w te strony, ale z tego co słyszałem to jest to dość bezpieczny szlak według mnie jest to jakaś silna magia iluzji ktoś nas śledzi]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 8 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 8 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=369#p369</link>
<guid isPermaLink="false">369@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- eh Panowie ten las jest dziwny dlaczego się rusza ??-przeraził się Gongard.- i dlaczego te szmery są takie głośne ? A mój kucyk prycha i tupie nogami coś jest nie tak nie uważacie ?]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 8 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 8 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=368#p368</link>
<guid isPermaLink="false">368@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Wtem ujrzeli wielkiego tygrysa śnieżnego, jednak w jego zachowaniu było coś dziwnego, popatrzył na poszukiwaczy i stał tak przez kilkanaście sekund po czym obrócił się by odejść, wtem na jego sierści zdało się widzieć dziwne ślady. Wszyscy trzymali się obok siebie, wtem Rekiu wyszedł naprzód i wyjmując różdżkę zaczął czynić dziwne gesty w powietrzu a jego różdżka zalśniła na niebiesko. Po 10 sekundach dziwnego transu z jego różdżki niebieskie światło zaczęło lecieć ku bestii. Jednak dosłownie sekundę po tym jak promień dotknął głowy tygrysa, ten rzucił się oszalały na kompanie. Rekiu nie mając co zrobić przekoziołkował się poniżej a w tym czasie Sarakiel wypuścił strzałę w głowę bestii, jednak w przypadku strzał jedyny śmiertelny punkt u tygrysa to oko dlatego wypuszczony oręż po prostu odbił się od grubej skóry. Tygrys rzucił się na Atrama, który sparował jego atak i szybkim ruchem uderzył bestie jednak po chwili przypomniał sobie, że ostra broń nie ma szans na przebicie pancerza owej bestii. Widząc zakłopotanie Rekiu mocnym uderzeniem młota podciął nogi tygrysa który zaskamlał rozpaczliwie a chwile po tym Belegund wykończył go cięciem między oczy. <br />-Wszyscy cali? - Spytał Gonargd, który zdyszany dobiegł do reszty towarzyszy.<br />-Gdzieś ty do chuja się podziewał?! - grzecznie spytał Rekiu.<br />-Byłem się odlać. <br />Gdy okazało się, że wszyscy są cali ku uciesze wszystkich Drow oprawił zwierze - mieli zapas mięsa z tygrysa na tydzień oraz skórę na sprzedaż z zyskiem do podziału. <br />Przed nimi rozciągał się pas wielkich gór, ich ogrom przytłaczał każdego - bez podziału na wysokich elfów czy niskich krasnoludów, każdy czuł się jak mrówka. Ruszyli przed siebie oglądając otaczającą ich przyrodę. Po upływie kilku godzin nastał zmrok, więc drużyna się zatrzymała. Rozłożyli obóz w małej dolince i rozpalili ognisko. Nastrój dopisywał każdemu - tygrys był w miarę smaczny, a trunków nie brakowało. Po godzinie opowiadania sprośnych dowcipów Rekiu wyciągnął mandolinę i zaczął śpiewać o tym, że lubi elfki z małymi cyckami, opowiadania bajarzy o wojowniku, który swej zbroi nie ściągał czy też &quot;pieśń do 4 piw&quot;, klimat nie opuszczał nikogo i nikt nie widział tego, że kilkanaście metrów nad ich głowami unoszą się małe świecące punkciki, a już na pewno nikt nie zobaczył z ich perspektywy czarnych kropek na jednej z gór w których stronę szli. Jedynie po Kimie było widać, że nad czymś rozmyśla i po jakimś czasie zapytał Rekiu co tak właściwie ten próbował zrobić tygrysowi. Odpowiedź była krótka:<br />- Sprawdzić... umysł bestyji.... w celu... sprawdzenia... umysłu... <br />- I co?<br />- A powiem tak, gówno! Pierdoleni... magowie... zwierzęta tortu-rowalii albo torturyrują... &lt;hik&gt;<br />Po czym poszli spać nie do końca świadomi otaczających ich dziwnych zjawisk.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 8 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 8 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=367#p367</link>
<guid isPermaLink="false">367@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Po krótkiej naradzie bohaterowie zdecydowali się iść w dół rzeki. Nagle Amras i Belegund, idący z przodu, usłyszeli tajemnicze szumienie w krzakach...]]></description>
<pubDate>Âroda 6 Luty</pubDate>
<comments>Âroda 6 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=366#p366</link>
<guid isPermaLink="false">366@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Gongard wstając uderzył o fragment monumentu, przeklął cicho i powolutku się zebrał jednak zauważył coś niepokojącego na posłaniu obok nie było Sarakiela, a zaraz odezwał się głos Amrasa:<br /><em>-Hej !! gdzie Kim ?!</em> - Powstała szamotanina dopóki na sprawę trochę światła nie rzucił elf. Kula rozjaśniła okolice i oto dziwnym i nie zbadanym sposobem tunel którym tu przyszli zniknął, nie było go, rozpłynął się. Na jego miejscu stał posąg bożka, natomiast co ciekawe pojawiły się dwa nowe tunele.<br />-<em>Co robimy ? Gdzie iść co z nimi?</em> - zapytał Belegund. Odpowiedziała mu głucha cisza.<br /><br />***<br />Sarakiel ocknął się, nie widział zbyt wiele ale chwycił za krzemienie które nosił ze sobą, wyciągnął rzemyk i trochę papieru którego używał jako podpałki. Potarł. Zapalił płomień oświetlił...kaplice, ale nie tą samą znaczy tą samą wejście do tunelu było w tym samym miejscu natomiast nie było jego kompanów.<br />-<em>Co jest kurwa ? gdzie są wszyscy ? haaaaaaaaaaaaalo!.</em> - krzyczał ale nikt go nie słyszał....<br /><br />***<br />Kim obudził a w zasadzie został obudzony przez kamień który spadł i uderzył go w twarz.<br />-Cholera ! co to ma być ?-wstał otrząsnął się- co to za głupie żarty?- popatrzył nikogo nie widział, leżał w innym pomieszczeniu w zasadzie w tunelu.Wstał. Ruszył w stronę ... no właśnie w którą ? Wybrał tą z której dochodziły słabe podmuchy wiatru. Nagle usłyszał pazury które drapały po ścianie tunelu...<br /><br />***<br />Przyjaciele usłyszeli krzyk. <br />-<em>To Kim !!! szybko !</em>-krzyknął Rekiu. - <em>Ale który to tunel ?</em>-zapytał zdezorientowany Atram.<br />Belegund uważnie wsłuchał się w echo- <em>Ten!</em> Chodźmy-wskazał na tunel bliżej ich pozycji, szybko zabrali broń i pobiegli na pomoc kompanowi.<br /><br />***<br /><br />Sarakiel, któremu zgasła ,,pochodnia&quot; zbierał się powoli, wziął rzeczy kiedy usłyszał krzyk mrocznego elfa, nie było wyjścia musiał jakimś sposobem ruszyć ku chodnikowi i za pomocą laski zrobionej z łuku po omacku szedł przez korytarz.<br /><br />***<br /><br /><em>aaaa! Chciałeś mnie zaskoczyć ale nie przejdzie Ci to z mrocznym elfem !</em>-zakrzyczał Kim i szybko zrobił zwrot w tył, przy okazji robiąc unik przeciwko szponowi który przeleciał zaraz nad nim. Odskoczył parę kroków poczwara znikła, poczuł nagle nacisk na swój umysł, szybko zaczął się rozglądać ujrzał go był wielką masą mającą po 3 szpony u kończyny- Czy to możliwe to przecież demon...-pomyślał elf<br /><br />***<br />-<em>To już blisko</em>-zawiadomił towarzyszy Belegund i zwiększył tempo za rogiem w który wbiegli a przed nimi kula światła zobaczyli Kima który odpiera atak jakiejś wielkiej bestii, poczuli dyskomfort umysłowy, jednak nie stracili ziemnej krwi, elf wyciągnął łuk i strzelił ,nie trafił, potwór widząc że nie ma przewagi wycofał się w głąb tunelu...<br /><br />***<br />Sarakiel szedł spokojnie ale słyszał odgłosy walki wtem coś wpadło na niego z taką mocą że odrzuciło go dobre 4 metry, szybko zerwał się na nogi ale nic nie widział za to dokładnie słyszał, słyszał przyjaciół biegli zobaczył światło. Z za zakrętu wybiegli wszyscy krzycząc - <em>szybko bo ucieknie !</em>- elf nie wiele myśląc pobiegł za nimi.<br /><br />***<br /><br />Demon wleciał do sali największej gdzie znajdował się ołtarz i tunel wyjściowy gdyż widać było światło jednak nie zdążył, kula światła wpadła do pomieszczenia oślepiając go. Wtem Sarakiel z Belegundem napięli łuki i strzelili strzały trafiły celu, bestia rozpłyneła się zostały szpony konkretnie 12 szponów każdy wziął po jednym resztę zostawiono w jednym miejscu.<br />-<em>kto to było i dlaczego chciał nas zabić?</em><br />-<em>to był demon...byliście w bibliotece? tam była o nich wzmianka zniewolili nas wszystkich kiedyś ale ich pokonaliśmy ten musiał przetrwać i schować się w górze chodźmy stąd może być ich więcej</em>- zauważył Kim i szybko wyszli. <br />Po drugiej stronie góry przywitało ich słońce i śpiew ptaków, było pięknie teraz przyszła pora zastanowić się gdzie iść...]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 1 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 1 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=365#p365</link>
<guid isPermaLink="false">365@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Po jakimś czasie oczom podróżników ukazało się oznaczone drzewo, a pod nią ziejąca czernią dziura prowadząca ku wydrążonym przez drowy tunelu prowadzącym przez góry. W dół pierwszy zsunął się Amras. Opuszczając się po linie wyszeptał krótkie zaklęcie, a nad jego głową pojawiła się kula światła, przed którą czmychnęła ciemność. Oczom elfa oraz podążającym za nim towarzyszom ukazała się długa, dość wąska ścieżka pod niezbyt wysokim sklepieniem. Gdy cała drużyna znalazła się już pod ziemią, jej członkowie rozejrzeli się po sobie w milczeniu. Kiedy jednak nikt nie zdecydował się zabrać głosu, skinienie głowy Sarakiela wystarczył reszcie, by w końcu ruszyć z miejsca. <br /><br />Marsz nie był męczący fizycznie, ale psychicznie zdawał się powoli wykańczać wszystkich, poza obecnym w drużynie drowem. Ten jedyny maszerował, jakby znajdował się w swoim królestwie, natomiast całej reszcie - przygarbionej, ze zrezygnowanymi i nieco przerażonymi oczami - wyraźnie doskwierał zwłaszcza brak słońca, co uniemożliwiało również orientowaniu się w czasie. Nikt nie wiedział czy mijają minuty, godziny czy sekundy, a gdy dotarli do dziwnej sali wyrzeźbionej w skali nikt nie potrafił stwierdzić, czy szli tutaj kilka godzin czy parę dni. Kiedy ta jednak ukazała się oczom podróżników, ci w mig odrzucili zmęczenie. Elf ostrożnie posłał swą kulę światła wyżej, każąc świecić jej jaśniej, tak, by całe pomieszczenie stało się widoczne dla drużyny. A zaprawdę, powiadam, naprawdę było co oglądać. Ciężko ustalić gdzie właściwie się znajdowali, ale wyglądało to na swego rodzaju kaplicę, jednakże posągi bożków obecne w niej nie były znane żadnemu członkowi drużyny. Każdego jednak zachwycił kunszt i staranność, z jakimi zostało wykute to miejsce.&nbsp; <br /><br />- To idealne miejsce na postój - zarządził Sarakiel. - Rozładujcie swoje duperele i rozejrzycie się po tym miejscu, może znajdzie się coś ciekawego - zasugerował po chwili.<br />- To miejsce wygląda na dawno opuszczone i w ogóle nieodwiedzane... - zaczął swój wywód krasnolud krasnolud.<br />- Ale wygląda również na miejsce jakiegoś kultu, którego rabowanie byłoby co najmniej szczytem chamstwa - zaoponował Amras, a reszta towarzyszy, chętniej bardziej lub mnie, przytaknęła mu.<br /><br />Bez dalszych, zbędnych słów (odkąd zeszli do podziemia, wszyscy stali się nagle jakoś mało rozmowni) rozpakowali swe bagaże, przyszykowali mini obóz, zjedli na szybko zimny prowiant (jakoś nikt nie miał ochoty tego podgrzać, choćby i magią) i zabrali się do szmerania po tej dziwnej niby-kaplicy. Poza kilkoma listami w niezrozumiałym języku i jakąś mapą, która nic nie mówiła żadnemu członkowi wyprawy, nie znaleziono nic wartego najmniejszej uwagi. Nieco rozczarowana drużyna położyła się w końcu spać, nie wystawiając nawet wart (kto ich zaatakuje w opuszczonym tunelu?).<br /><br />Pierwszy oczy otworzył Amras. W sumie nawet nie spał, a jedynie oddawał się charakterystycznemu dla elfów letargowi, gotowy do czuwania w każdej chwili... Przynajmniej teoretycznie, bo - co uświadomił sobie z przerażeniem - tej nocy (?) &quot;medytował&quot; nad wyraz twardo, nieświadomy otaczającego go świata. Kiedy się w końcu ocknął, ocknął się z przeświadczeniem, że coś jest nie tak... Po pierwsze, zgasła jego kula światła. Otępiały zastanawiał się chwilę nad formułą przywołującą ją z powrotem, a kiedy w końcu mu się udało i kiedy w końcu mógł spojrzeć na towarzyszy, odkrył, że... brakuje dwóch spośród nich: Kimmuriela oraz Sarakiela.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Zamach na Sandersa I</title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=341#p341</link>
<guid isPermaLink="false">341@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Sanders I Chwalebny - trzeci z kolei władca krainy, wnuk Locenta i syn Moresa. Źródła historyczne opisują go jako najgorszego władcę w całej historii, ceniącego jedynie bogactwa i swą własną sławę. Niektóre księgi mówią, że tytuł &quot;Chwalebny&quot; przypisał sobie osobiście. Na świat przyszedł w Locent, w czasach wojny elfów z drowami. Za sprawą Moresa pobierał nauki u najwybitniejszych uczonych i magów tamtego okresu, aczkolwiek nie był osobą o nadzwyczajnych zdolnościach. Słyszy się także, iż był wyśmienitym geografem, dzięki temu zdołał rozwinąć przemysł na zachodzie, założył Sarrok i uczynił właśnie to miasto stolicą alkoholu. Mimo wszystko za jego panowania znacznie pogorszyły się stosunki ludzi z orkami i drowami. Gdy te drugie wycofywały się w góry, Sanders I wraz z kilkoma oddziałami ruszał i od południa wycinał konnicą zdezorientowane oddziały drowów. Orków natomiast rozwścieczył łupieniem i paleniem ich osad na podgórzu. Mając do dyspozycji pokaźną już wówczas armię, najeżdżał tereny na północy, należące wtedy jeszcze do krasnoludów i elfów. Bogom dzięki za przedwczesną śmierć Sandersa, ponieważ następny władca, Ezekiel Możny, doprowadził do znacznego poprawienia stosunków międzyrasowych na terenie całej krainy. <br /><br />Ciekawym wydarzeniem była śmierć Sandersa I. Choć zmarł na rzadką chorobę, była ona spowodowana sytuacją, mającą miejsce dwa miesiące wcześniej, podczas drogi powrotnej władcy z Sarrok. Podczas przeprawy promem przez rzekę wschodnią, Sanders wraz z dwudziestoma piechurami odprawiał wspólne modły do Kyriana, boga wody i mórz. Prosząc o bezpieczną drogę po wodzie, wołał rozpaczliwie również do Algura, aby ten dodał mu siły i mądrości w życiu codziennym. Gdy wielka łódź dotarła na drugi brzeg rzeki i piechurzy znaleźli się na lądzie, ruszyli niezwłocznie w stronę Locent, do którego zostało im pół dnia drogi. Przekraczając ogromne pola uprawne, usłyszeli przerażające krzyki. Wojsko natychmiast ustawiło się w szyku bojowym, a dwóch wojowników ruszyło w stronę źródła dźwięku. Po kilku chwilach reszta straciła ich z oczu. Mimo, że piechurzy chcieli rozejrzeć się za swymi kolegami, Sanders nakazał im jak najszybszą ucieczkę w stronę stolicy, zagroził też, że jeśli nie wykonają polecenia, zostaną publicznie straceni. Ruszywszy w dalszą podróż znacznie szybszym tempem, zostali zaatakowani. Kilkanaście strzał dosięgło głów wojowników, niektórym udało się paść na ziemię. Ustawili ponownie szyk, jednakże okazało się, iż napastników jest więcej i zdołali ich okrążyć, przez co nie mogli się w porę dobrze przygotować na odparcie ataku. Po kilku sekundach zostali wyrżnięci w pień, natomiast władca uciekał do Locent co sił w nogach. Gdy ujrzał bramę, odetchnął z ulgą myśląc, że nic mu już nie grozi. Na jego nieszczęście zostały wystrzelone kolejne strzały, które wbiły mu się w plecy. Widzący to wartownicy na bramie zakazali odpowiadać ogniem, gdyż bali się o życie Sandersa. Oddział z zachodnich koszar natychmiast wybiegł na ratunek władcy, aczkolwiek napastnikom udało się zbiec. Zabrali Sandersa najpierw do szpitala przy koszarach, jednak gdy rany okazały się zbyt głębokie, odesłano go do pałacu. Mimo że udało opatrzyć się rany, do jego skóry wdarło się nieznane dotąd zakażenie, które zabiło go dwa miesiące później. <br /><br />Sanders I Chwalebny zmarł w wieku 38 lat. Za zamach odpowiadały prawdopodobnie elfy, które zostały przez niego poniżone podczas wyprawy do Sarrok. Nigdy jednak nie udowodniono im winy. Następcą Sandersa został Ezekiel Możny, jego siostrzeniec.]]></description>
<pubDate>Âroda 23 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Âroda 23 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=340#p340</link>
<guid isPermaLink="false">340@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Skradając się, elfy naprężyły łuki i założyły strzały. Takiej zwierzyny jeszcze w okolicy nie spotkali, nie mogli zmarnować tej szansy. Siedząc w krzakach przygotowywali się, aby wystrzelić w stronę niczego się nie spodziewających jeleni, gdy nagle te - ku ich ogromnemu zaskoczeniu - rozbiegły się po lesie, najwyraźniej czymś spłoszone. Obok drzewa, tuż gdzie przed chwilą był ich niedoszły prowiant, pojawiła się wysoka postać w zbroi.<br />- Nie wyrobię! Spłoszyłeś nam żarcie, pieprznięty paladynie! - zawołał oburzony Sarakiel.<br />Atram szybko odwrócił się w stronę, z której dobiegał głos i ujrzawszy dwóch wynurzających się z morza krzewów kompanów, podbiegł do nich. <br />- Też się cieszę, że was widzę, elfi przyjaciele, ale jesteście w niebezpieczeństwie!<br />- W niebezpieczeństwie będziemy wszyscy, jeśli jeszcze raz spłoszysz jelenie! A ty będziesz miał najgorzej! - zagroził Belegund. <br />- Przymknijcie się i słuchajcie! <br />Po tych słowach Atram opowiedział elfom, co wydarzyło się w obozowisku oraz zacytował dokładnie to, co podsłuchał Gongard. <br /><br />***<br /><br />- Hmm, cholera... Jeśli to rzeczywiście są magowie, zwięźle mówiąc mamy przejebane... - stwierdził Helyanwe. <br />- Musimy coś wymyślić - rzekł Belegund. <br />- Tak, w dodatku nie mamy zbyt dużo czasu. Dobrze, mam pomysł. Zgadzacie się na niego? - zapytał organizator wyprawy. <br />- No pewnie! - zawołali jednocześnie jego towarzysze. <br />- Ciszej! Mogą tu już być! Chodźcie bliżej. Teraz słuchajcie. Atram, będziesz przynętą.<br />- CO?! - przeraził się paladyn.<br />- Nie umiesz strzelać z łuku, a poza tym masz gruby pancerz, więc sobie poradzisz. My z Belegundem schowamy się w tych krzakach, w których nas znalazłeś. Ty zaś będziesz udawał, że się rozglądasz w poszukiwaniu nas. Wtedy ci, hmm, &quot;magowie&quot; pewnie zbliżą się do ciebie. Nie ma tu zbyt wiele zwierząt, więc nie będą mogli przejąć nad nimi kontroli... No chyba że będą próbowali nas zmiażdżyć mrówkami. W każdym bądź razie, gdy ich zauważysz, graj głupiego, co nie powinno być zbyt trudne dla ludzi z zakonu, i omiń ich wzrokiem. Niech myślą, że są nie widoczni. Wtem odwróć się w naszą stronę i pokaż różki... Wiesz, jak się je robi?<br />- No nie do końca... <br />- Eh, czego was w tych szkołach uczą, bo na pewno nie taktyki zaskoczenia! W otwartej dłoni schowaj palec środkowy i serdeczny... Nie, ręka ma być górą! No dobra, tak lepiej. Możesz udawać, że nas wołasz. A teraz na miejsca, jeśli tak szybko dali radę nasłać na was te ptaki, to mogą już tu zaraz być!<br /><br />***<br /><br />Atram stał pomiędzy dwoma potężnymi bukami. Wytężając swój wzrok próbował dostrzec jakikolwiek ruch nieopodal. Wtem zobaczył swoje potencjalne cele - trzech mężczyzn pasujących do opisu sporządzonego przez Gongarda Rodleya. Pech chciał, że ukazali się niemal bezpośrednio za schowanymi elfami. Nie mniej jednak, wciąż udając, że nie widzi tajemniczych postaci, pokazał prawą dłonią &quot;różki&quot;. <br />Widząc ten znak, Sarakiel delikatnie się wychylił, gdyż chciał zobaczyć, gdzie są ich potencjalni przeciwnicy. W odpowiedzi ujrzał tylko przerażoną minę paladyna, który mimiką ust chciał mu coś przekazać. Wtem zrozumiał - wrogowie byli tuż za nim! Bezszelestnie odwracając się o 180 stopni, z ulgą stwierdził, iż napastnicy go nie widzą. Delikatnie szturchnął Belegunda, który zrobił to samo. Czekając na ruch mężczyzn, elfy przyglądały się dziwnym postaciom, jednakże nic nie wskazywało na to, aby mieli zaatakować. Sarakiel dostrzegł, że ich usta poruszają się w grymasie, ale nie wyglądało to na rzucanie czarów czy innych sztuczek. Klepnął Belegunda w ramię i pokazał mu na drzewo znajdujące się trzy kroki obok niechcianych gości. Lodowy elf ponownie zrozumiał przekaz zawarty w gestykulacji Sarakiela i skradając się, ruszył we wskazane miejsce. Dotarł tam bez większych trudów i co najlepsze, słyszał dokładnie szepty mężczyzn. <br />- Stoi tu już od pięciu minut! To coś musi oznaczać. Są blisko - rzekł jeden z nich. Belegund zauważył łuk na jego plecach. <br />- Bracie, a może on się tylko zabłąkał? - zapytał drugi. <br />- No właśnie... Przecież to paladyn, on był szkolony do działania, a nie do myślenia! Tym bardziej, że jesteśmy na północy, tuż pod Crashmore...<br />- Zamknąć pyski! Nie chcę zginąć przez waszą pieprzoną nieostrożność! <br />- Przecież dobrze wiesz, że te elfy są tępe! <br />- No i co z tego? Możemy popełnić mały błąd i nas zauważą! Poza tym Helyanwe jest równie popieprzony jak jego ojciec! <br />- Co masz na myśli?<br />- Po zajęciu Caglar, Curunfiwe torturował orków! Plotki głoszą, że nawet dopuszczał się kastracji... Ten pewnie ma to samo po starym!<br />- Przesadzasz, nie może być aż tak... Co to było?! <br />Mężczyźni nerwowo się rozejrzeli wokół. Z oddali słychać było niskie, gburowate głosy. <br />- Znowu te zasrane krasnoludy! Co robimy z paladynem? <br />- Olejmy go na razie, zajmijmy się kurduplami! <br />Po tym, jak mężczyźni się odwrócili, Sarakiel ruszył w ich stronę po cichu. Belegund zobaczył go i natychmiast się do niego przyłączył.<br />- Co robimy?<br />- Jednego zabijemy, dwóch ogłuszymy. Inaczej nie da rady. Bierz tego z prawej, z łukiem. Zdziel go mocno w ucho, to powinno go na jakiś czas oszołomić. <br />Po tych słowach elfy znacznie zbliżyły się do przeciwników. Na znak Sarakiela, ruszyli do ataku. Udało im się szybko ogłuszyć dwóch, zgodnie z planem, jednakże trzeci zdołał się odwrócić. Wyciągnął swoją różdżkę, aczkolwiek elfy były szysze. Zamaszystym ruchem lodowy elf wytrącił różdżkę z ręki wroga, natomiast Helyanwe rzucił się i powalił na ziemię. W ostatniej fazie lotu chwycił broń wroga i zaczął uderzać nią o twarz przeciwnika. Po kilku potężnych ciosach w głowę, wypuścił magiczną laskę z ręki. Sprawdził tętno i z przerażeniem stwierdził, że zgniótł mu czaszkę. <br />- Kurwa... - odsunął się od zwłok. Belegund zobaczył, że jego twarz cała jest we krwi człowieka. - Ja pierdolę, nigdy czegoś takiego nie zrobiłem... Eh... Daj mi chwilę... - złapał głęboki oddech, wykonując szybkie ruchy inhalacyjne. <br />Na miejsce zdołali przybyć paladyn z krasnoludami. Atram zobaczywszy stan głowy zwłok, a właściwie tego, co zostało z głowy, odwrócił się i zaczął wymiotować. Sarakiel po niecałej minucie wstał, otrząsnął się i powiedział:<br />- Dobra, sami zaczęli... Najwyraźniej ich bóg nie miał ich w opiece... No cóż, musimy związać pozostałych i zanieść do obozu. Szybko, nim się obudzą! <br /><br />***<br /><br />- Czego od nas chcecie, do kurwy nędzy?! - krzyknął Sarakiel, wyciągając sztylet.<br />- Myślisz, że się ciebie boimy? - odrzekł dumnie jeden z ludzi.<br />- Bracie, proszę cię, nie drażnij go...<br />- Bo co?! Gówno nam zrobi! Na szczęście nasz brat zdołał uciec, nie widzę go tutaj...<br />- Wasz brat nie żyje. Jeśli chcecie zobaczyć jego zwłoki, teraz mi tu wszystko wyśpiewacie. <br />Człowiek, który wcześniej miał łuk, popłakał się i zaczął się drzeć:<br />- Kurwa, opanuj się, mówiłem wam, do chuja pana, że tak będzie! <br />Przy torturach obecni byli tylko Sarakiel, Kimmuriel i Gongard. Reszta nie została dopuszczona, gdyż, jak to określił drow, nie wiadomo, co się może wydarzyć. Zaciągnęli jeńców do lasu, około milę na wschód od obozowiska. Tutaj, gdy znaleźli odpowiednio duże i silne drzewa, przywiązali wrogów do nich tak, aby każda część ciała była wysunięta na odpowiednią odległość od torsu. <br />- To powiesz nam, czy nie? - zapytał Gongard mężczyznę, który opierał się Sarakielowi. Ten tylko zaśmiał się i splunąć na głowę krasnoluda. <br />Sarakiel nie mógł zdusić w sobie gniewu i odrazy, jakie czuł do aroganckiego człowieka. Zrobił użytek z noża i, zamiast odciąć całą rękę, poobcinał mu palce u prawej dłoni. Ten zaczął wrzeszczeć tak głośno, że Kim musiał zdzielić go kilka razy w twarz z otwartej ręki. <br />- Ty kurwo!... Nie, nie, przepraszam, wszystko powiem! - zaczął krzyczeć, gdy zobaczył Rodleya szykującego topór do uderzenia w krocze. - Colin, to on nam kazał was znaleźć! Colin, ten jebany niziołek! <br />Helyanwe zmrużył oczy. &quot;Tak, teraz wszystko do siebie pasuje...&quot;.<br />- Ukradliście różdżki z Haarting. Miejscowy druid mówił, że gdzieś się zapodziały. Jesteście zasranymi ćwokami, a nie jebanymi magami. Dzięki różdżkom byliście w stanie zapanować nad niektórymi zwierzętami o słabszej woli. To też było zaplanowane?<br />- Nie, nie, nie... Różdżki dał nam Colin i powiedział, jak z nich korzystać!<br />- Dobra, wystarczy. Wypuścić ich! - nakazał pomysłodawca wyprawy. - Lepiej nie wracajcie do niziołka. Przerżnie was na pół gdy się dowie, że zawiedliście. Ciało waszego kompana znajduje się w mogile, kilkaset metrów na południe stąd. Obyście mnie nie spotkali więcej, bo wtedy rozpłatam wam flaki gołymi rękoma. <br /><br />*** <br /><br />Rano zdenerwowana drużyna wyruszyła do jaskini odnalezionej dzięki Amrasowi i Kimowi.]]></description>
<pubDate>Âroda 23 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Âroda 23 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=339#p339</link>
<guid isPermaLink="false">339@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Gdy Sam wygramolił się z namiotu wszędzie leżały orki. Nie czekając obiegł obóz sprawdzając każdego po kolei czy przypadkiem ktoś nie jest ranny. Jedynie drow odtrącił go ręką i nic nie odpowiedział. Okazało się że ranny był jedynie Palladyn, ten jednak nie przejmował się tym dlatego Sam nakazał aby zebrać się i wyruszyć dalej. Podczas podróż oglądając mapy okazało się, że obóz został rozłożony w niewłaściwym miejscu - kilka mil od miasta orków. Podczas podróży przez mroczne lasy, wędrownicy wiele razy słyszeli szmery w krzakach i niekiedy w lesie widać było migoczące różnokolorowe światełka, którym towarzyszyły dziwne zawirowania gwiazd jakby niebo skręcało się i rozluźniało. Atmosfera była niepokojąca. <br />Drużyna jechała przed siebie, a las przygniatał ich umysły. Jednak zmęczenie zmusiło ich do rozłożenia obozu. Zdecydowali się zrobić to na niedużej polanie w gaju. Wszędzie dookoła znać było dziwne zjawiska, a drużyna zaczęła się rozbijać.]]></description>
<pubDate>Wtorek 22 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 22 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.grarpg.pun.pl/viewtopic.php?pid=338#p338</link>
<guid isPermaLink="false">338@http://www.grarpg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nagle ostatni ork osunął się na ziemię.Pozostali zauważyli strzałę wbitą w jego plecy. Za nim ukazał się Belegund, który przybył na swoim kucyku.]]></description>
<pubDate>Wtorek 22 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 22 StyczeĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
